Magia świątecznych wspomnień – limitowane sesje 2025

Lata lecą, dzieci rosną, a ja co rok sobie obiecuję, że ostatni raz robię sesje świąteczne. I co rok jestem jedyną osobą, która naprawdę w to wierzy.
Moja córka patrzy na mnie z pobłażliwym uśmiechem, bo dobrze wie, że kiedy tylko pojawią się pierwsze światełka, ja już zaczynam kombinować, jak to wszystko zorganizować.

To w ogóle zabawne, bo ona od początku była moją najwierniejszą fanką i najcierpliwszą modelką. Towarzyszy mi każdego roku – pozuje, nosi dekoracje, pomaga ogarniać studio. Kiedy przeglądam nasze zdjęcia sprzed lat, mam wrażenie, że jedno mrugnięcie temu robiłam jej pierwsze świąteczne kadry jako czterolatce, a kolejne mrugnięcie i… będzie dorosła. I ja na to nie jestem gotowa. Ani trochę. Protestuję. Zabraniam.

Może właśnie dlatego te sesje mają dla mnie taką moc. Są jak małe kapsuły czasu. Kiedy życie pędzi, kiedy człowiek nawet nie zauważa, że z kalendarza spada kolejny miesiąc, te fotografie zatrzymują to, co w codziennym biegu po prostu nam umyka.

Co roku mam ten sam moment: stoję nad komputerem, przeglądam zdjęcia z poprzednich lat i widzę ją – raz z za dużym swetrem, raz z krzywo zawiązaną kokardą, raz z tą samą miną, którą odziedziczyła po mnie. I za każdym razem myślę, że niczego cenniejszego bym nie chciała.

Dzieci zmieniają się w tempie, którego często nie da się ogarnąć. Jednego roku są jeszcze malutkie, z tym dziecięcym światłem w oczach, a chwilę później mają własne zdanie, własne pomysły i coraz większą samodzielność. Świąteczne zdjęcia potrafią to wszystko uchwycić w jednym krótkim momencie – zapach mandarynek, migotanie lampek, śmiech, całą tę miękką atmosferę, która później wraca jak dźwięk znanej melodii.

Może właśnie dlatego wracam do tego co roku, mimo że przysięgam sobie, że „to już ostatni raz”. Bo kiedy patrzę na te zdjęcia, czuję, że zatrzymałam dla siebie coś ważnego. Coś, co zostaje, nawet kiedy wszystko inne biegnie dalej.

I myślę, że każdy z nas ma takie swoje małe tradycje, które z czasem okazują się czymś więcej niż tylko corocznym rytuałem. Dla mnie są to właśnie świąteczne kadry – pełne blasku, śmiechu i tej wyjątkowej magii, której nie da się odtworzyć w żaden inny sposób.

Może za kilka lat znowu wrócę do tego tekstu i uśmiechnę się pod nosem, widząc, jak bardzo jeszcze wtedy „zabraniałam” jej dorastać. Ale wiem jedno: będę wdzięczna, że zatrzymałam te momenty, zanim mi uciekły.

Jeśli czujesz, że w tym roku chcesz stworzyć własną małą kapsułę czasu, możesz zarezerwować sesję przez mój system zapisów. W podanym linku znajdziesz wolne terminy, pełną ofertę i cennik – wszystko w jednym miejscu, żeby dało się to ogarnąć spokojnie i bez pisania milionów wiadomości. Zarezerwujesz, przychodzicie, a ja zadbam o resztę.

Kliknij tutaj

Scroll to Top